Silva rerum

Myśląc: ojczyzna; myśląc: niepodległość2012-11-11

Kategoria: Felieton

Może nie od razu to słowo kojarzy mi się w wielkimi zgromadzeniami, wiecami, szumnymi uroczystościami i zmianą warty. Kojarzy mi się z ludźmi, których dzisiaj wspomnę i z tymi, którzy o ich młodym życiu tak nagle przerwanym podczas ostatniej wojny, nie zapominają. Tamci za wcześnie dorośli do śmierci. Ginąc za ojczyznę mieli nieco ponad dwadzieścia lat.

 

 

Karol

Mieszkał w Hażlachu. Został razem z innymi złapany przez Niemców, kiedy przyszedł zobaczyć pożar niemieckiego budynku. Posądzony o to, że jest sprawcą podpalenia, partyzantem, został skazany na śmierć. Na salę, gdzie ich oskarżali, nie wpuścili matki. Stała pod drzwiami. Wyszedł z innymi i zdążył tylko zawołać – Mamulko! Strzylać mie bydóm! A potem ksiądz rozmawiał z nim w piwnicy, gdzie czekał na śmierć. Wyprostował jego drogę i tłumaczył, czemu zabierają jego młode życie. Potem Karol napisał do Mamulki list. Krótki i niezapomniany. „Już mi aniołowie w niebie śpiewajóm. Potym przyjedźcie po płaszcz”. Matka wiedziała, kiedy Karol zginie. Rano poszła do kościoła, a potem w pole. Tego dnia do utraty tchu harowała, żeby nie umrzeć razem z nim.

Janek

Skończył Męskie Seminarium Nauczycielskie na Bobrku w Cieszynie i uczył dzieci w Hażlachu. Spodobała mu się Hanusia, więc dał jej swoje fotografie, na których tak pięknie prezentował się w mundurze polskiego wojska, a kiedy wiadomo już było, że są dla siebie stworzeni, poprosił, żeby została jego żoną. A ona się zgodziła i była taka szczęśliwa. Potem wielkimi krokami nadchodziła wojna, więc Janek podarował swojej Hanusi złote kolczyki i wisiorek. Powiedział, że wojna szybko się skończy, a on wróci i ożeni się z Hanusią i będą żyli długo i szczęśliwie. A ona nosić będzie - szczęśliwa panna młoda i żona - te kolczyki złote i ten wisiorek, który jej z serca daje. Hanusia uwierzyła. I poszedł młody i ładny Janek na wojnę. Wzięty do niewoli przez Sowietów wyruszał właśnie do domu. Tak mu powiedzieli. Dali śledzia zapakowanego w gazetę, na drogę do Hanusi. Pożegnał się z tymi, którzy jeszcze zostali i powiedział im, że kiedy już będzie na wolności, powie, że oni też wrócą. Był jednym z tych, których zabijali w katyńskim lesie strzałem w tył głowy.

            Hanusia długo czekała, dawno już skończyła się wojna, a Janek nie wracał. I nie wrócił. Zostały dwa zdjęcia ładnego chłopca w mundurze i kolczyki z wisiorkiem. Zdjęła je potem Hanusia, kiedy już po wielu, wielu latach szykowała się na śmierć w cieszyńskim szpitalu. Poszła do swojego Janka, który nigdy się nie zestarzał i zawsze już miał 28 lat.

 

Edward

Pochodził z Małych Kończyc. Był ojcem chrzestnym mojego Ojca, bratem Babci. Mówili o nim: Eduś. Zabrali go do niemieckiego wojska, jak wielu innych. I jak wielu innych, uciekł stamtąd. Był saperem u generała Maczka. Wojna się kończyła. Zbliżało się Boże Narodzenie 1944 roku. 14 grudnia jeszcze zdążył wysłać do Kończyc, do mamy, swoją fotografię. Patrzę na nią, na przystojnego, młodego chłopaka. Na odwrocie zdjęcia napisał: Na pamiątkę zasyła Edek . Po Bitwie pod Bredą rozminowywali pole. Następnego dnia była Wigilia. Ani on, ani dwóch jego kolegów jej nie doczekało. Edek powiedział: „Chłapcy, ostatnio!” I ta mina stała się dla nich ostatnia.

Babci powiedziano, że brat zginął, ale nikt z rodziny nie wyjeżdżał na Zachód, nikt nie szukał grobu. Powojenne czasy nie sprzyjały takim poszukiwaniom, a Babcia sądziła, że Eduś leży gdzieś w świecie, we wspólnym grobie. W tym roku znaleźliśmy jego grób, a na fotografii widać, jak mój chrześniak, Rafał, pochyla się, żeby położyć wieniec od rodziny z Polski, zapalić znicz i zabrać do domu parę kamyków. Położyłam je w zaduszkowy dzień na grobie Babci i tak przyprowadziłam do niej brata - Edusia.

Zdjęcie Edwarda Mżyczka dołączyłam do Galerii (Z rodzinnego archiwum) 

« Powrót