Silva rerum

Na Dzień Matki2013-05-26

Kategoria: Felieton

Kiedy urodzi się dziecko, na głowie staje cały świat. Matka nie ma już ważniejszych spraw. Dziecko staje się całym jej życiem. Wdzięczna mojej Mamie i szczęśliwa, że sama jestem mamą Michała, Marcina i Magdaleny, proponuję kilka zdań Zofii Kossak o macierzyństwie i fragment rozdziału poświęconego matce Morcinka. Na archiwalnej fotografii dzielna Matka – moja nieżyjąca już Babcia Maria i jej dzieci.

***

Miłość do córki jest inna niż miłość do synów. Te dwa uczucia nie wchodzą sobie w drogę wzajemnie. Nie rywalizują w sercu matki.

Dziedzictwo

 

...matka, jak Pan Bóg, może kochać wszystkie swe dzieci, każde z osobna i każde najwięcej.

 

Dziedzictwo

 

Nikt na świecie nie może uczuć tej radości, która jest udziałem matki: podziwu i zachwytu dla swojego dzieła. Największy geniusz nie jest nigdy zadowolony z rzeczy, którą stworzył, uważa ją za daleką od swojego marzenia. Kobieta patrzy na swojego noworodka jako na twór arcydoskonały. Dlatego ona jedna ma radość tę samą, co Stwórca w chwili stworzenia wszechświatów.

Pożoga

***

 

U Pana jest wszystko takie ludzkie, tak Pan kocha ludzi… Skąd bierze się u Pana ta miłość ludzi?... Chyba nauczyła tego Pana Matka?... – pytała w liście z 1958 roku jedna z czytelniczek. Morcinek nie przeczył. W skoczowskim muzeum biorę do ręki egzemplarz Listów z mojego Rzymu. To nieduża książeczka wydana w 1946 roku, na jednej z pierwszych stron odręczna dedykacja: Swojej Teresce Gustlik w Brukseli 5 IX 1946. W rozdziale Pieta odnajduję jeden z wielu opisów Mamulki. Tym razem będzie to wspomnienie wywołane widokiem matek z dziećmi na rzymskim placu. Przypominam sobie swoją matkę, jej oczy, dłonie i serce – wspomina. Oczy jej były szare i ogromnie mądre. Dłonie zaś były chropowate, spracowane, twarde w dotyku, lecz jak bardzo łagodne, ciche i radosne!... A jej serce! Nie, w ludzkiej mowie nie znajdziesz już na to określenia. Znalazł je chyba Michał Anioł, kiedy mając w sobie widok oczu swojej matki, widok jej dłoni, a w sercu swym jej serce, przystąpił do bryły białego marmuru, by wyrzeźbić z niej ową „Pietę”.

Musiał zapamiętać jej zapracowanie, widział ją, jak stoi schylona nad balią, w balii gorąca woda, zanurzona w niej bielizna, a matka pierze i pierze, mydliny pienią się coraz mocniej, para unosi się w izdebce, cuchnie i krztusi płuca.

Po raz kolejny przyglądam się portretowi matki wiszącemu nad biurkiem pisarza i kilku fotografiom. Zwykła kobieta, w chustce na głowie, czytająca książkę, siedząca na krześle, na ławeczce. Pomarszczona twarz, zgaszone wiekiem oczy, chropowate ręce. Widzę, jak chce jej syn, oczy szare i ogromnie mądre, dłonie łagodne, ciche i radosne i wiem, że serce miała takie, że w ludzkiej mowie nie ma słów, które pozwolą je opisać…

J. Jurgała-Jureczka: Skoczów-Karwina. Śladami Gustawa Morcinka,

fragm. rozdziału:  Oczy, serce i dłonie

 

 

« Powrót