Silva rerum

Ostatni list2014-04-26

Kategoria: Aktualności

Ten tekst napisałam wieczorem, tego dnia, kiedy umarł Papież. Odczytuję na nowo teraz, w przededniu kanonizacji. Tatmte emocje mają dziś inny wymiar, bo uświadamiam sobie, że koniec stał się początkiem...

 

Pierwszy i ostatni list

 

         Tyle razy chciałam do Ciebie napisać – że jestem, że od lat towarzyszysz mojemu życiu, że Cię słucham, zachwycam się, podziwiam i nieudolnie próbuję naśladować;

- że znalazłam w Tobie mistrza moich szczenięcych lat, potem młodości i dorosłości;

- że w wielkich zmartwieniach i strachu czułam obecność i siłę Twoich słów;

- że niespokojnie patrzyłam, jak coraz bardziej zmęczony wychodzisz po stopniach samolotu i żegnasz się z nami po kolejnych pielgrzymkach do Polski.

- Boże – myślałam – żeby jeszcze wytrzymał – jeszcze rok, jeszcze pięć lat, na zawsze.

Nie napisałam w końcu, jaki jesteś dla mnie ważny – jak Ojciec, którego się słucha, któremu chciałoby się powiedzieć o swoich sukcesach i wyżalić w nieszczęściach.

         Nie pisałam do Ciebie, bo miałeś tyle ważnych spraw, więc po co jeszcze mój list...

         Teraz piszę – z przekonaniem, że docierają do Ciebie moje słowa.

         Piszę – bo nie wiedziałam, że aż tak zaboli Twoje śmierć.

         Nie przypuszczałam nawet, że aż taka pozostanie pustka i że zabraknie słów, żeby wszystko nazwać.

         Zapytałeś kiedyś: Czy chcecie być szczęśliwi? Stary papież odpowiada wam słowem, które nie jest jego.

         Uwierzyliśmy Ci i nie wiem, czy potrafimy unieść ciężar czynów, których od nas oczekujesz – unieść bez Ciebie.

         Nie wiem, czy potrafimy tak spokojnie powtórzyć za Tobą słowa Twojej „Pieśni o Bogu ukrytym”:

 

więc w tej ciszy ukryty ja – liść,

oswobodzony od wiatru,

już się nie troskam o żaden z upadających dni,

gdy wiem, że wszystkie upadną.

 

Jesteśmy dużo słabsi, niż Ty, więc pozwól, że teraz wypłaczemy wszystkie łzy, a potem spróbujemy nieść przesłanie Twoich słów, którymi na nowo przypomniałeś słowa Galilejczyka.

Żegnaj, Ojcze..

 

 

« Powrót